Wszystkie drogi prowadzą do D

początek sezonu 2019

Ewidentnie osiągnąłem plateau. Krzywa moich osiągów w rankingu FAI od pięciu lat nie dyga. Sezon znowu zakończyłem na 16. miejscu wśród Polaków, pierwszy w klasie sport. Przydałoby się zdobyć tytuł Mistrza Polski w tej klasie, żeby mieć to zaklepane, ale jak wiadomo Mistrzostwa Polski to mój kryptonit. Czy to ptak? Czy to samolot? Nie, to Kuba Sto i jego wykresy.

Materiał faktograficzny dla przyszłego biografa

Kurs paralotniowy zrobiłem w ’96 roku i na tym skończyłem latanie. Wróciłem w 2010. Miotałem się po różnych miejscówkach, momentami było fajnie, ale zacząłem się zniechęcać. Wiosną następnego roku zapisałem się na weekendowe zawody podwórkowe. Zająłem chyba 16 miejsce i czułem się jak milion dolarów. To była jedna z edycji Polskiej Ligi Paralotniowej, więc postanowiłem zaliczyć pozostałe. W międzyczasie odbywały się Mistrzostwa Polski. W tamtym czasie prawie każdy chętny się kwalifikował do udziału. Organizatorka mnie przyjęła i się zaczęło.

Na swoich pierwszych zawodach FAIowskich nie doleciałem ani razu do mety, ale wnioskując z wykopanego właśnie z archiwum materiału szkoleniowego, który wykonałem dla siebie po tej pierwszej porażce – najwyraźniej wkręciłem się mocno:

monitoruj indykatory

Chyba zacząłem skutecznie monitorować indykatory, bo pozostałe edycje ligi poszły mi lepiej i latając dalej na Gin Zulu – materacu klasy fun – zająłem finalnie 1. miejsce w klasie sport. Wygląda na to, że właśnie wtedy wykształciłem w sobie zamiłowanie do ścigania się w wyższych klasach, latając w niższej. Niestety wykształciło mi się wtedy też zmiłowanie do niestosownego siadania na podium:

34 zawody później

Przez te 8 lat startowałem w ponad 4 zawodach FAI każdego sezonu. Tak na marginesie, najczęstszymi moimi oponentami są Preczmek, Kaczuszka i Stojan Kranjc (aż po 17 wspólnych zawodów). Ale ja nie o tym. Ja o plateau.

Spośród kilku tysięcy aktywnych na zawodach paralotniarzy wybrałem 13 z najbardziej zbliżonym do mojego przebiegiem pierwszych 8 lat kariery sportowej. Ale tylko takich, którzy po swoich pierwszych ośmiu latach mieli kolejne, z których mógłbym wyciągnąć naukę o swojej przyszłości.

Kuba Sto - sezony a wyniki na tle podobnych paralotniarzy

Pomijam personalia, bo nie ma to tu większego znaczenia, natomiast znaczenie ma to, że nitki idące w górę to piloci latający na skrzydłach wyższych klas, a te nitki spadające na dno to w większości zatwardziali piloci na skrzydłach klasy sport. Posunąłem się nawet krok dalej i zapytałem pilota, który zrobił największy i najszybszy skok punktowy o jego refleksje. To jest latający głównie w Alpach Niemiec, robiący trochę więcej ode mnie rocznego nalotu, jego najlepszy przelot jest niemal identyczny jak mój. Powiedział mi, żebym wsiadł na Enzo3.

O co mi właściwie chodzi

Myślę, że nie byłoby tematu, gdyby nie specyficzna dla paralotniarstwa sytuacja klas. To pojęcia, którym operuję – klasa sport i te medale które zdobywam, niby istnieją, ale nie istnieją. W tej dyscyplinie oficjalnie na świecie nie ma klas. Jest jeden ranking, są jedne Mistrzostwa Świata i jedna punktacja. Organizatorzy czasem wyodrębniają klasyfikację klasy sport, ale to działa na zasadzie przefiltrowania wyników ogólnych, a nie prawdziwie osobnej punktacji. W dodatku coraz więcej pilotów przesiada się na szybsze skrzydła i rywalizowanie o te same punkty latając na glajtach sport, jest coraz trudniejsze.

Wyjątkiem jest garstka zawodów wyłącznie dla klasy sport (jak Serial Cup albo Polish Sport Class Cup), których na szczęście przybywa i może przyniesie to większe zmiany w przyszłości, ale póki co muszę sobie odpowiedzieć na pytanie… Aaa, chrzanię to. Za rok pomyślę.

Kuba Sto na paralotni Triple Seven Queen 2
fot. Wojciech Kocot

Jeśli nie chcesz przegapić kolejnego wpisu, zostaw swój email, a dostaniesz powiadomienie:

Kuba Sto

Entuzjastyczny przelotowiec i zawodnik. Niezłomny wyznawca klasy sport. Były i przyszły członek kadry narodowej. Napinkowiec.

Dodaj komentarz