Grente jest już niemodne

stan na czerwiec 2017

W zeszłą niedzielę niemal połowa pilotów na Grente była Polakami. Najlepszy lot z tego startowiska (trójkąt FAI 267,76 km) był dopiero na 12. miejscu dziennej tabeli XContestu. Jeśli to nie są sygnały, że Grente jest passé, to nie wiem co miałoby nimi być. Już więcej do Antholz nie pojadę.

Pracuję nad drugą częścią analizy Grente, ale nie mogę skończyć, bo ciągle jest warun. Plus jest taki, że przez 3 dni latania nad Tyrolem odświeżyłem sobie trochę patenty (i pułapki), więc mam się czym dzielić. Á propos dzielenia się, ekhem.

Jak sobie wymyślisz tak sobie polecisz

dzień 1/3

To wszystko jest w głowie. Jest bardzo łatwo przekonać siebie, że dzień jest okropny, trudny i niewarty. Chłodne jeziorko pod nogami kusi kiedy walczysz z demonami na niebie. Pierwszy dzień (z trzech pod rząd) spędziłem na niespełnianiu chęci wylądowania. Warun faktycznie był taki, że całe 7,5 godziny postrzegałem jako ciągłe zapobieganie katastrofie lotniczej. Ale uwierała mnie w głowie myśl, którą trenowałem na takie okazje, że wyląduję i co dalej? I będę żałował, że nie lecę. Co z tego, że wieje tak, że jest fala od skalistych szczytów, że muszę pracować rękami jak na siłowni – se radzę, se lecę.

Co do samej trasy – odpuściłem sobie jednak trochę i nie porozciągałem trasy w pełni. Mimo 4500 m wysokości nad Dolomitami, nie udało mi się pokonać nawet połowy dolotu. A z takiej wysokości wygląda to jakby można pół Alp przeszybować.

Ziemia z wysokości
Tak to wyglądało na 4500 m
Tyrolska łąka
a tak 30 minut później

Jak zrobić trójkąt 240 km bez speeda

dzień 2/3

Bardzo lubiłem moje pierwsze skrzydło, ale sprawiło ono, że na początku mojej kariery paralotniowej uznałem belkę speeda jako narzędzie wytracania wysokości. Dużo minęło zanim zorientowałem się latając na kolejnym glajcie, że pełna bela nie oznacza automatycznie -4 m/s. Potem speeda polubiłem. A ostatnio powróciłem do fazy nieużywania belki. Jakoś tak o. Sam nie wiem czy przez tę kończącą się już powoli uprząż, czy przez przygodę z paczką, czy przez zmianę stylu. Będę się musiał temu przyjrzeć.

Tak czy siak, drugi dzień latania w Grente, to był Ten Dzień. Nie chciało mi się lecieć jak cholera, wujowałem bezwstydnie na starcie, ale po dotarciu do punktu pierwszej decyzji wiedziałem, że trzeba przyatakować rekord. Grzech zmarnować taki dzień.

Leciałem bardzo szybko (jak na sporadyczne używanie speeda). Czyli bardzo wolno. Do tego parking za Vipiteno i dolatując w Dolomity jasnym było, że szanse na rekord dawno stopniały. Rosnący cień zaczął zagrażać szansom na dolot do domu. Jestem bardzo wdzięczny włoskim jaskółkom za to wyrzeźbienie dolotu:

Odcinek trackloga z Dolomitów
Najsłodszy z kominów

Dzisiaj już mi się naprawdę nie chce

dzień 3/3

Namawiałem ekipę żeby zmienić miejscówkę. Zientos czując się podobnie zaproponował na startowisku zmianę trasy na wariant w pizdu, co mnie kusiło niezmiernie. Jednak kiedy rekin poczuje krew, to wpada w amok. Polecieliśmy bez mrugnięcia okiem na maksa na wschodni wierzchołek. Grossglockner nam z ręki jadł. Aż za dobrze żarło. Pachniało kłopotami. Mijając środek trasy, ewidentne zaczątki burzy na południu przytemperowały mój krwiożerczy instynkt. Congestusy  dały mi pretekst do darowania sobie kolejnej wycieczki na zachód. Odbiłem w Dolomity, żeby zdążyć przed piorunami. W krainie różnoszarych chmur wyciągnąłem tracka na ile mi odwagi starczyło, podkuliłem ogon i pognałem do domu. 20 minut wytracałem wysokość nad samochodem.

Skały w Dolomitach
To są te dolomity o których tyle pisałem
(fot. Jarosław Zygmunt Wieczorek)

25 godzin nalotu w 3 dni

Bardzo się wymęczyłem. Zmuszałem się do latania. Ale moment kiedy wygrzebujesz się z parteru w zacienionej dolinie i szybując do mety przy zachodzącym słońcu po 10 godzinach lotu śmiejesz się niekontrolowanie w przestrzeń, coś w człowieku porusza. Już więcej do Antholz nie pojadę.

Kuba Sto

Entuzjastyczny przelotowiec i zawodnik. Niezłomny wyznawca klasy sport. Były i przyszły członek kadry narodowej. Napinkowiec.

4 komentarze

  • Preczmek 7 miesięcy temu

    Taa… nie pojedziesz… Pojedziesz najpewniej, bo ci się na chwilę przejadło.

  • pansabina 7 miesięcy temu

    nie wiem jak jest na Grente, ale pewnie też tam nie pojadę (słabo sobie radzę z podchodzeniem – mniej więcej tak, jak terminator w końcówce pierwszej części…;) także jakby co, to pod tym względem jestem w klubie z Tobą.
    speeda też nie używam za dużo. szczególnie w warunkach jakie mieliście. podobno mordor okrutny był. fajnie, że wróciliście w komplecie:)

  • Krzycha 7 miesięcy temu

    😉 Sabina – jak Cię znam, to z tym wejściem to tylko kwestia motywacji! 😉
    Kuba – świetne latanie i dobre pióro. TXS!

  • Kasia 7 miesięcy temu

    Ok, ale koniecznie opisz jak już tam nie pojedziesz 🙂

Dodaj komentarz